Poradnik wędkarski - Porażka to błędy w drobiazgach

/ 25 komentarzy / 5 zdjęć


Każdy pamięta przegrane walki z okazami. Mimo poniesionej porażki, ewidentnie z przyczyny sprzętowych niedociągnięć, są one źródłem nieocenionego doświadczenia, dzięki któremu nasz wędkarski szlif nabiera blasku.

Aby jednak tak się stało, dana sytuacja musi być głęboko przeanalizowana, a wyciągnięte wnioski wdrożone w życie. Stwierdzenie przyczyn i późniejsza ich korekcja owocuje mniejszą ilością niepowodzeń oraz stanowczo zwiększa nasze wędkarskie umiejętności. Sens tej wypowiedzi jest oczywisty - uczmy się na błędach, które popełniamy. Znam gorycz porażki dobitnie; ten smak zmieszany z słodyczą sukcesu jest kwintesencją wędkarstwa. Uważam, że szanujący się spinningista musi być pewny najdrobniejszych szczegółów w swoim zestawie. Zaczynając od główki jigowej, a na podbieraku kończąc. Każdy pragnący łowić skutecznie nie może sobie pozwolić na bylejakość. Owa bylejakość i niedbałość, lekceważenie szczegółów, jest w wielu przypadkach przyczyną utraty ryb, o których w przeciwnym razie długo by się wspominało. Dla przykładu przytoczę pewną historię, w której popełniłem kardynalny i zarazem banalny błąd z pełną tego świadomością. Był ciepły i deszczowy listopad, rozległy niż panował od kilku dni przynosząc niskie ciśnienie i bardzo dobre żerowanie drapieżników. Namierzenie ryb w łowisku i taktyka nie była problemem, okonie i szczupaki brały w klasycznym opadzie w książkowych stanowiskach. Te pierwsze były tak żarłoczne, że nie było potrzeby zmiany zestawu na delikatniejszy, typowo okoniowy. Gruba stalowa linka, plecionka i kilkucalowe przynęty to był dla nich kąsek.

Pouczająca i bolesna nauczka

Byłem bardzo zachęcony ich aktywnością, więc spróbowałem łowić większe garby głębiej bardziej agresywnym opadem stosując relatywnie cięższą główkę jigową. W pudełku znalazłem odpowiedni ciężar, była to główka bezimienna (tzw. no name), towar byle jaki, tępy, a miękki hak wyginał się przy użyciu małej siły Od początku miałem obawy co do jego wytrzymałości w przypadku brania dużego drapieżnika. Zamierzałem łowić okonie, więc zignorowałem obawy i czerwone światełko przeczucia, ostrzeżenia. Finału można się domyśleć, oczywiście przygoda z byle jaką główką skończyła się utratą wielkiego szczupaka. Po tym zdarzeniu, wyrzuciłem wszystkie niepewne, nieznane mi główki jigowe; w pudłach zalegały najtańsze, najgorszej jakości jigi, które kupowałem z chęci zaoszczędzenia paru złotych. Jak widać nie opłaciło się. W skrzyni zostało zaledwie kilka opakowań główek Mustad Classic i Dragon V-Point Speed. Od tej pory nigdy nie użyłem główki jigowej, która nie dawałaby mi poczucia pewności.Od kilku lat korzystam wyłącznie z Mustadów i V-Pointów. Bardzo wysoko cenię V-Pointy za ich bardzo mocne i ostre jak samurajski miecz haki. Naprawdę ciężko go wygiąć czy złamać, hak skutecznie wbija się w twardy pysk ryby jak w masło w krytycznym momencie zacięcia. Sandaczowcy żywią uznanie za nieprzeciętną ostrość oraz niespotykaną dotąd trwałość ostrza. Łowiąc w karczowiskach lub kamienistych blatach, hak może się tępić. Co najważniejsze, daje się łatwo naostrzyć za pomocą wędkarskich osełek w przeciwieństwie do innych bliźniaczych modeli, które po kamienistym rajdzie nadają się do wyrzucenia. Nie od dziś wiadomo, że rodzina główek V-Point należy do najbardziej docenianych przez wędkarzy.
 
Szukanie winnego
Takie historie zdarzają się codziennie. Co chwilę czytasz, bądź słuchasz opowieści o tym, akie okazy spadły z kija. Z czasem wielkość tych ryb osiąga kolosalne rozmiar,y tworzy się wokół nich lokalna legenda. A wszystko to z powodu niechlujstwa. Wyjaśnijmy jednak pewną sprawę. Ryby spadać będą, bo taka jest ich natura. Nie masz wpływu na sposób zachowania drapieżnika - jak zassie, ugryzie czy uderzy w nasz wabik. Aczkolwiek możesz zrobić wiele, aby uniknąć błędów z przyczyn zależnych od Ciebie. Owe błędy tkwią w drobiazgach. Najbardziej dotkliwą porażką na rybach jest ta, której przyczyny są wyłącznie z naszej winy. Przed chwilą czytałeś o moim klopsie z główką jigową. Podobnych historii mogę opowiedzieć więcej; każda z nich związana jest z innym elementem zestawu, który mnie zawiódł poczynając od kiepskich przyponów z słabymi agrafkami, przetartą plecionką, kończąc na utracie dużego szczupaka przy podbieraku – zawinił tzw. badziewny, bazarowy podbierak.

Dokonałem stosownych zmian
Dzisiaj dobór mojego sprzętu jest przemyślany i bezkompromisowy. Korzystam z bardzo dobrych przyponów Dragon Surfstrand oraz Surflon, zamieniłem podbierak na duży, ze sztywną ramą. Plecionkę oglądam każdorazowo i odcinam przetarty odcinek, by przypadkiem nie strzelił w najmniej oczekiwanym momencie. Sprzęt nie ma prawa mnie zawieść, musi dawać poczucie pewności i niezawodności podczas świadomego łowienia danego gatunku ryby sprzętem adekwatnym do jej połowu. Dzięki tym zmianom w podejściu do wędkarstwa praktycznie do zera zniwelowałem spady prawidłowo zaciętych ryb. Przede wszystkim mam świadomość niezawodności używanego sprzętu w nawet najbardziej ekstremalnych momentach.

Niestety w naszym kraju wiele wód to tzw. pustynie. Przy pewnej dozie szczęścia doczekamy się brania jednego bądź dwóch okazów. Potem jeszcze trzeba je skutecznie holować i lądować, więc odpowiedni i bez żadnych kompromisów dobór sprzętu jest koniecznością.  

Łukasz Zieliński

 

4.7
Oceń
(28 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 3)

Ocena użytkowników:

Jakość:
(4.3)
Cena:
(4)
Użytkowanie:
(4.5)

Średnia ocena:

4.3




Wedkuje.pl poleca

 

Poradnik wędkarski - Porażka to błędy w drobiazgach - opinie i komentarze

Artur z Ketrzyna (2016-12-27 13:16)
+2

Ocena sprzętu:

Jakość:Cena:Użytkowanie:
No to w główkach stawiamy na ten sam wyrób. Z tym że ja po Mustda Clasic sięgam tylko wtedy jak V-Poin nie mogę dostać. Dodam od siebie coś co uważam że w twym opisie zabrakło. A mianowicie kształt kolanek V-Poin, mają łuk kolankowy ścięty tzw. O”Shaugnessyl (drut wzmocniony hak kuty). Dzięki temu pewnie trzymają zapiętą zdobycz, tak więc są moimi nr 1, co skutkuje tym, że praktycznie każdy hol kończy się podebraniem ryby. I jak w przypadku tego z awatara, mogłem zaryzykować odłożyć wędkę wyjąć telefon itd z kieszenie wejść do wody uwolnić żyłkę z zawad i wyholować rybkę.
Sith (2016-12-27 13:21)
0

Ocena sprzętu:

Jakość:Cena:Użytkowanie:
No to mamy tak samo, choć ja do kompletu dodałbym również GAMAKATSU. Za wpis *****
Artur z Ketrzyna (2016-12-27 13:30)
-3
ha ha ha jakiś hejter się wkradł i banuje :-)
erykom (2016-12-27 17:40)
0
Pamiętam jak dziś. 03.05.2012 r. Rzucam gumę pod lilie i...zaczep i niestety guma zostaje w wodzie z przyponem.Mam w pudełku ostatni przypon i nową gumkę Dragon Bandit. U mnie owa gumka do dziś zdaje egzamin.Myślę zaraz i tak jadę do domu a poza tym ostatni przypon więc wiąże na szybko gumę do plecionki bez przyponu.Pierwszy rzut i siedzi!Czuję że coś większego,na Moje oko +75-80cm,chwila walki i nagle czuję luz.Szczupak odpłynął z przynętą bo mi się nie chciało założyć ostatniego przyponu bo szkoda a co będzie jak urwę...Głupie myślenie,lenistwo i chęć zaoszczędzenia. Artykuł dobry! *****
barrakuda81 (2016-12-27 17:50)
0

Ocena sprzętu:

Jakość:Cena:Użytkowanie:
Swego czasu kupiłem większą partię główek Mustad Classic.Niestety przy rozmiarze 2/0 haki były delikatne i zbyt łatwo się odkształcały.Kosztowało mnie to wiślaną cętkowaną metrówkę i masę nerwów...Nie wiem jak ten produkt teraz się prezentuje.Ogólnie mam o tej firmie dobre zdanie mimo powyżej opisanej wpadki ale przerzuciłem się na Kamatsu.Mocne ,ostre i niedrogie haki(główki). Nigdy żaden się nie rozgiął...
SlawekNikt (2016-12-27 17:52)
0
barrakuda81 chyba gamakatsku :-) Bo moja opinia o kamatsu jest niestety nie najlepsza.
SlawekNikt (2016-12-27 17:53)
0
gamakatsu
Zielan (2016-12-27 18:25)
+3
Zgadza się, mustady classic potrafią się rozgiąć i są wyraźnie słabsze od V-pointów. Jednak mnie nigdy nie zawiodły, dużego zaufania nabrałem do classiców po siłowym holu szczupaka 96 cm na hak 3/0 lub 4/0.
Zielan (2016-12-27 18:28)
+4
SlawkNikt - nie gamakatsu. Piotr się nie pomylił. Kiedyś otrzymałem kilka sztuk główek Kamatsu. Bardzo mocne haki.
barrakuda81 (2016-12-27 19:04)
+1
Tak ,chodziło mi o Kamatsu. Gamakatsu używam b. chętnie w najmniejszych rozmiarach i gramaturach na okonie bo to wybitnie ostre i chwytne haki.Kamatsu wg. mnie są godne polecenia zwłaszcza że ich cena jest niewygórowana. Z Mustada najmocniejsze są chyba główki na hakach z serii Big Game.Te się za cholerę nie rozegną:-)Używam ich na Wiśle do większych przynęt. Tamte mustady classic o których pisałem miały cienkie haki być może dlatego że był to rozmiar zaledwie 2/0.Sztywny, mocny kij,plecionka plus siłowy hol i hak okazał się najsłabszym ogniwem.Być może mój błąd bo trzeba było tu zastosować coś adekwatnego.Z mustadowskich główeczek fajne bywają te z serii micro.Haki porównywalne ostrością i jakością do gamakatsu.
LeoAmator (2016-12-27 19:51)
0
Panowie to rozginanie się haków w główkach nie do końca jest złym zjawiskiem bo czasami ratowało mi D... przy zaczepie ,ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się aby takowy hak rozgiął się pod rybą. Korzystam z główek mustad gamakarsu, owner.
Tomas81 (2016-12-27 20:02)
+2

Ocena sprzętu:

Użytkowanie:
Część tych ryb nawet sam uwieczniałem hehe O artykule mogę za to napisać tylko jedno: pełna profeska! Jednak chcę wspomnieć o pewnej rzeczy. Otóż wnioski trzeba ciągle wyciągać i nawet starać się doszukiwać błędów po udanych holach a nie jedynie porażkach. Przecież bywa że rybę się ląduje na fuksa bo człowiek np. źle ułożył siatkę podbieraka, za mocno miał skręcony hamulec przy podbieraniu, czasem ogląda ze zdziwieniem lekko odgięty hak lub poszarpaną linkę. Choć ryba jest wyjęta. Lecz gdyby coś poszło trochę inaczej, gorzej... była by wtopa. Pół biedy gdyby dotyczyło to ryby małej lub średniej ale to okazy mają największą tendencję do wypinania się. Dlatego wędkarstwo polega na ciągłej nauce, obserwacji, analizie i wyciąganiu wniosków. Nie można się zapominać a najgorsze to popaść w rutynę. Ona zawsze zgubi, prędzej czy później lecz przyjdzie ten moment. PS. O hakach v-point mogę się wypowiadać tylko pozytywnie, już tylko one goszczą w moim pudle czy to przy wiślanym sandaczowaniu czy uganianiu się za jeziorowymi zębolami. Choć też nie są idealne. Tylko że dla mnie najbliższe temu;-)
luxxxis (2016-12-27 20:10)
+1
Świete słowa ... Najwięcej ryb się traci w wyniku własnego lenistwa i zaniechania,gdy czujność się przytępi... Parę lat temu miałem hopla na jeziorowe sandacze,jedno,dwa bicia na noc ale ryby że hej ... Po całej nocy bez kontaktu,spływając,wywaliłem za burtę byle jakie kopyto z główką która jako jedyna na długość pasowała,tępa w ch...j,dyki drut o mocy cyny lutowniczej,9 rano,słońce jak balija,lipiec w pełni,szansa na zeda zerowa wręcz ...Jak nie łupnął.... i nie mogło być inaczej że mały,średni czy cuś ...Gdy udało mi się go do burty podciągnąć,i gdy już go zobaczyłem to dopiero wtedy żeby bardziej głupota bolała-ułamał hak....Do dzisiaj mi się złamas śni,on i ta cholerna główka,czarci duet ...
Mati23 (2016-12-27 21:33)
+1
Artykul nie na 5,tylko na 6+. Kto z nas poznal to podle uczucie, kiedy traci sie wielka rybe, ten wie co to znaczy... Nie zycze nikomu krotko mowiac :) Jednak do stosowania sprzetu dobrej jakosci oprocz wiekszej szansy na sukces powinna nas mobilizowac zwykla etyka, (ktĂłra to ostatnimi czasy taka modna sie stala, choc malo kto wie na czym polega), czyli swiadomosc faktu, Ĺźe stracona ryba odplynela z haczykiem /woblerem/glowka itd w pysku, co w wielu przypadkach prowadzi do jej smierci w meczarniach, dlatego w moim odczuciu dbanie o te szczegoly, o te detale decydujace o powodzeniu powinno wynikac z samego szacunku dla ryb i pewnego \ humanitaryzmu \ wobec nich... Pozdrawiam
taymer (2016-12-27 21:44)
0
przypony, haki Kamatsu, Mustada i tym podobne klasą są bardzo dobre i tu nie można mieć żadnych ( no prawie żadnych ) uwag. Gdybym miał tracić jeden zestaw na złowioną jedną rybę nawet niewymiarową w moich stronach to bym je kupował workami - lecz jak się traci czasem dziesięć zestawów dziennie i tak przez cały tydzień ani jednego puknięcia, i nic to niezła porażka finansowa ale i moralna. Jak dotąd nie miałem problemu takiego by hak się wyprostował nawet na metrowym szczupłym. Co do sandacza jak każdy wie doskonale że można z nim walczyć niemalże do samej burty i czasem może pokazać ogon. Ale to sandacz. Łowię na Wisełce w W-we i ten rok dla większości moich znajomych był bezowocny gdzie większość bije się z myślami o zaprzestanie z tym sportem w mazowieckim i przeniesienie się gdzieś indziej lub wyjazdy za granicę - łowić takie okazy jak na zdjęciach :) może to trwać tylko tydzień ale za to ile emocji :) tak poza nawiasem wpis super ..... pozdrawiam
Zielan (2016-12-27 22:09)
+3
Mati23- szczupaki radzą sobie z takimi przywieszkami a na pewno nie robią im żadnej szkody często ucinane okoniowe zestawy. Czasami zabieram złowione ryby i zawartość ich żołądka to bardzo cenne informacje. Kilka tygodni temu jeden z szczupaków miał w bebechach prawie strawioną główkę jigową na oko hak 1/0, z którego zostało tylko kolanko.
Mati23 (2016-12-27 22:48)
0
Zielan-Zgadzam sie calkowicie. Niejednokrotnie duza role odgrywa to, gdzie jest szczupaczek zapiety w momencie odcinki... Jak gdzies za sam pysk, to faktycznie latwiej mu z tym zyc, niz gdy przyneta tkwi w gardle czy skrzelach... Ale to sa sprawy niezalezne od nas i nie zwiazane z tematem artykulu - to taka moja mala dygresja byla :) Co sie tyczy stricte przywiazywania wagi do szczegolow w wedkarstwie, to tak jak napisales czlowiek uczy sie na bledach (niestety nieraz kosztem ryb), ale wazne jest wyciagnac wnioski, by w przyszlosci takich sytuacji uniknac.
Jakub Woś (2016-12-27 23:08)
0
LeoAmator ma rację. Nie zawsze rozginające się haki w główkach są złe. Czasem w pogoni za szczupakiem czy sandaczem nawijam plecionkę 18. Jak trafię na zaczep i mocno pociągnę to rozegnę hak. Doginam go z powrotem i łowię dalej. Na szczupaku czy sandaczu się nie rozegnie bo żeby go rozgiąć ciągne praktycznie na granicy wytrzymałości plecionki. No chyba że przyłowem będzie potężny sum ale jak nie nastawimy się na niego specjalnie to każdy zestaw ustąpi. Jeśli chodzi o wpis to zgadzam się całkowicie. Porażki to często nasze niechlujstwo i lenistwo. Choćby zaniechanie dogięcia rozgiętej główki. Sam tak miałem. Uwolniłem przynętę z zaczepu rozginając hak. Zimno było jak diabli, długo nic nie brało więc odpuściłem doginanie główki i rzuciłem z lekko rozgiętą. Dwa ruchy kołowrotkiem, potężne uderzenie, zacięcie i luz na plecionce. Co to było nie wiem ale wiem że prawdopodobnie bym wiedział gdybym poświęcił kilka sekund na poprawę haka.
kaban (2016-12-28 14:11)
+1
Ja tak może z innej beczki bo szczupaki łowię rzadko a skupiam się na kleniach i pstrągach w niedużych rzekach . Dla mnie po ponad dwudziestu latach spinningowania najczęściej sprawdzane są agrafki, kotwice (woblery i obrotówki), węzły i kilka metrów żyłki najbliższych przynęcie czy aby nieprzetarta. Faktem bezsprzecznym jest to, że uczymy się na własnych błędach i najlepiej je zapamiętujemy a umiejętność wyciągania odpowiednich wniosków to podstawa przyszłych sukcesów:)
w6i6e6 (2016-12-29 11:31)
+1
Przeczytałem z przyjemnością. 5-tka.
rysiek38 (2017-01-03 11:30)
+2
Słuszne uwagi zawarte w artykule kolegi jak i komentarzach , w moim przypadku niestety najczęściej zawiódł kołowrotek - ot pech poprostu ,raz wciągnęło żyłkę między rolkę a kabłąk a raz odbila blokada przy podbieraniu - raz stracilem rybę przez ? papierosa
rysiek38 (2017-01-05 19:09)
0
Drogi Kubo - doginanie haka może przynieść efekt zaledwie kilka razy , potem niestety następuje efekt tzw. zmęczenia materiału (przy stopach żelaza stosunkowo szybko) i nawet najlepsza głowka nawali nawet przy maluchu... Zresztą to samo zjawisko dotyczy kilkakrotnie "przeciągniejtej żyłki"
gosku (2017-01-05 19:23)
+1
Kuba, ja uważam, że strata przynęty, którą możesz kupić, powielić itp mniej boli niż utrata ryby, której prawdopodobnie nigdy w życiu nie spotkasz ponownie.
aldente (2017-01-06 00:26)
+3
3 lata temu straciłem łososia życia. Pół godziny wcześniej mój Blue Fox More-Silda wylądował na gałęzi drzewa. Na wydrę wyszarpałem przynętę i...nie odciąłem nadwerężonej końcówki linki. Nie przewiązałem węzła. Miałem w nogach 8 godzin marszu wzdłuż rzeki, lało jak z cebra, zimno, do suchej nitki przemoknięty...sztywne paluchy. Jeden z ostatnich rzutów i...opór-kłoda! Kłoda otwiera wodę. Salto! Metr nad powierzchnię wody! Moim oczom ukazuje mi się ponad metrowy gruby samiec łososia. Szacuję go na 15-18 kilo... Potężny hak godowy, brązowo miedziano srebrny pięknie nakrapiany....Chociaż go zobaczyłem...widzę go już tylko w moich snach. Potem pod brzeg przyszła fala tsunami, jakby przejechała motorówka...Przeżyłem jeszcze ok. 10 minut jego odjazdów 30 metrów, może 50...robił ze mną co chciał...w końcu przyszedł czas rozstania. Linka pękła jak mydlana bańka...Mój kolega nakręcił film....jednak kłoda po raz drugi nie otworzyła wody... Co roku odwiedzam to miejsce i obławiając je proszę los o łaskawość, niestety daremnie...
grisza-78 (2017-01-06 07:39)
+2
Dobry artykuł. Jak to mówią - diabeł tkwi w szczegółach..... więc tani sprzęt niewiadomego pochodzenia, trzeba omijać szerokim łukiem. Do tego spinning jest metodą, gdzie nigdy nie ma pewności, jakich rozmiarów i jakiego gatunku ryba, zaatakuje przynętę.

skomentuj ten artykuł

Sprzęt wędkarski: Akcesoria - testy

Zobacz podobne wpisy


 




Aplikacja